jarosław mixer mikołajczyk - animator kultury, arteterapeuta i lalkarz z wykształcenia, instruktor teatralny kategorii S. Dziennikarz z wykonania. W pracy medialnej - radiowiec przez kilka lat szef muzyczny Radia Warta, obecnie współtworzy ProRadio.pl, telewizyjny - Telewizja Gniezno. Zajmuje się głównie pisaniem. Publikuje w ogólnopolskich pismach muzycznych i literackich, na portalach kulturalnych i w tygodnikach lokalnych. Prowadzi także warsztaty teatralne, oraz współtworzy STUDIO 34. Współtwórca Centrum Kultury eSTeDe, obecnie współpraca z angielskim pismem The Idler i własna działalność publicystyczna i teatralna. współpraca z informacje lokalne - redaktor naczelny www.popcentrala.com
wtorek, 03 czerwca 2008
Topos nr 6/ 2007 WIZJA CZYLI TEATR NIERUCHOMY
TEATR WIZJI CZERWONA GŁÓWKA Teatr Wizji jest określeniem plastyczności, a raczej plastyki działań, Czerwona Główka mówi już niewiele. Pozostałość po początkach grupy. „Pierwsze spektakle daleko odbiegały od tego co robimy dziś. Myślę, że zakładając grupę nie miałem świadomości dokąd limie ten teatr zaprowadzi. Na pewno wówczas nie przypuszczałem, że zaprzeczenie teatralności stanie się jedną z domen naszych działań” mówi Sławomir Kuczkowski kierownik artystyczny działającego w Gnieźnie Teatru Wizji Czerwona Główka. Opowiadania fabuły nie było w Czerwonej Główce nigdy. Krytycy znajdują w podobnych sytuacjach określenie-wytrych-teatr niedramatyczny, jakby dramat nie mógł rozegrać się w ciszy ludzkiej duszy. Po blisko dziesięciu latach w repertuarze są jedynie trzy działania. Znamienne, bo pośpiech nie prowadzi do Dobrego. Dobro jest tu wyznacznikiem sztuki, a ta sama w sobie nie jest wyznacznikiem niczego. „Chcielibyśmy aby <> stał się emanacją rzeczy i spraw ważniejszych od niego samego.” — czytam na stronie teatru. Te „sprawy” okazują się przy obcowaniu z przestrzeniami jakle udostępnia Teatr Wizji najważniejsze — tu na ziemi ich waga się nie kończy. Samemu autorowi trudno chyba określić gdzie wizja oddziela się od inspiracji. Kuczkowski mówi otwarcie: „Inspiracji się doświadcza, chcę powiedzieć, że inspiracja zobowiązuje. Można ją oczywiście odrzucić i ulec duchowemu lenistwu, ale tak się przecież schodzi w dół.” Cały ten teatr mija się z własnym sensem w punkcie, w którym jest jeszcze teatrem, bo ten oparty jest na odgrywaniu czegoś co dc facto nie istnieje. Działania Czerwonej Główki nie imitują niczego, raczej stwarzają. Proponują konkretną duchową rzeczywistość. Jako taka nie daje się ona obejrzeć, trzeba jej doświadczyć. Królewskiej Drogi Krzyża - sztandarowej przestrzeni użyczanej jednorazowo tylko jednej osobie się nie ogląda. Ona nie krzyczy i nie broczy krwią. Sam na sam z twarzami Chrystusa, wodą do umycia rąk, świecami i drewnianymi stolami — pozornie nic się nie dzieje. To co się jednak już dzieje nie jest pozorne. W tym punkcie można dotknąć prawdy zapisanej gdzieś przez Simone Weil: jedynie teatr nieruchomy jest naprawdę piękny. Twórca doświadczył Inspiracji i zobowiązał się do podzielenia swoją wizją. Przekazuje coś, co staje się doświadczeniem dla kolejnej osoby.
piątek, 15 lutego 2008
Topos
Teatr Wizji - dziedzina mało zbadana naukowo. Teatr Wizji Czerwona Główka obecnie zaproszony do Projektu Gorzkie Żale 2008 ( Centralny Basen Artystyczny Montownia ) W ubiegłym roku pisałem pierwszy poważny artykuł o tym teatrze.
wtorek, 15 stycznia 2008
Piach - o poezji Grzegorza Kaźmierczaka Zeszyty Poetyckie 2006
 Piach, lustra, ulice... historia z poezją w tle
(albo o poezji Grzegorza Kaźmierczaka)

Nabieranie dystansu to sztuka, której jeszcze nie posiadłem ale jestem już w drodze.
Co powinien zrobić współczesny krytyk by się nie bać?
Nie tyle nawet języka poetów nowszej generacji - ten jest tak rozwiązły, że tylko szeptem mógłby zwrócić uwagę... Na szczęście wspomniani nieustannie krzyczą,. Nic więc nie słychać w ich tomikach co poruszyłoby na moment sercem. Myśli kłębią się gdzieś w przestrzeni ponad osią uszu. Czasami mam wrażenie, że ta przestrzeń jest pusta i w tedy wiem co to szczęście, a nawet co to poezja...
Nie śpieszę się do nikąd. Mam po prostu napisać recenzję.
Ascetyczny bas zaczyna mnie kołysać mrokiem w słuchawkach. Przymykam oczy na tyle by nie widzieć czego nie chcę.
Zamglony brud bram śmierdzących moczem i kadzidłem - aromatycznych wizytówek mojego miasta... Myślę, że brakuje w nim tylko portu rzecznego, a mógłbym to ja napisać te wszystkie wypłukane słowa.
- I teraz! - prawie krzyczę prosto w twarz przerażonemu bezdomnemu, który właśnie przycupnięty rozglądał się za jakimś kawałkiem papieru.
Trafiony krzykiem usiadł na cuchnącym dowodzie swojego istnienia.
„Przyszedł człowiek i zapytał
Czy powietrze łamie mi się w rękach? – usiedliśmy na balkonie...”.
No tak ale wyszedłem by pstryknąć kila zdjęć i napisać o tomiku wierszy.
Rozerwać Grzegorza Kaźmierczaka.
Poetę oddzielić od wokalisty?
Może zyskałaby poezja...
ale co z polskim rockiem czy na zawsze uwiądłby w szklankach wody i do tanga trzeba dwojga?
Albo co jeszcze bardziej irytujące w poezji megamedialnych nieprzysiadalnych ?
Podnoszę mojego przestraszonego brata w wierze lub w niewierze. Wydzieram kartkę z brulionu... Był na niej wiersz, a raczej szkic wiersza - teraz przynajmniej posłuży dobremu. Język jest po to by go wytykać na wiatr na mgłę... Ciało jest po to by go używać... fragmenty pieśni mieszają się z mimowolna rozmową... Bramę wypełnia światło sepii: ...Dusza jest po to by nie wytrzymać...
Oczy jeszcze przed chwilą przerażonego lumpa stają się większe niż trzeciego psa od Andersena. Odwracam się wyłączam na chwilę walkmana. Stoję jak wryty wystarczająco długo by nie wierzyć w baśń sprzed chwili. Podtarł się i śpiewa:
„Klaszczę w dłonie by było mnie więcej...”
Wybiegam z bramy na oślep szepcą prawie modlitwę:
„...Jeżeli miłość nas połączy będziemy diamentowym piachem...”
Teraz muszę zrobić zdjęcie bo ręce nie przestaną się trząść inaczej. Torba z magnetycznym napisem Minolta kryje tak naprawdę Prakticę i obiektyw Pentacona 2,8/135.
Snob jestem jak każdy artysta i relikt DDR-u jak sprzęt, którego używam.
Książeczka wydobyta spod ziemi upada z torby na bruk...
Cholera jasna klnę - nawet dobitniej i nie tylko w duchu.
„Jak srebro od lustra odeszła wiara...
Jak srebro od lustra odeszła wiara...
Brunatny pył jak rozkruszony mech opada...
Brunatny pył jak...
Szary ruch umarłych gwiazd w oczach jak migdały..."
Skąd ta asceza muzyki słowa i chyba ducha?
Pytam siebie. Nie odpowiadam bo po co?...
Co mi po własnej odpowiedzi? Nie da się oderwać wierszy Kaźmierczaka od słyszenia kadrami... zawilgocone lustro, od którego odeszła farba takie co do niedawna w każdym wiejskim wychodku...
Cholera jako wyznacznik rzeczy tak istotnych, że codziennych.
Migawki obrazy, na które patrzy każdy...
Nie każdy robi z nich zdjęcia, nie każdy wiersze...
W głowie trochę ponad osią uszu pustka choć nie do końca... Jakaś mgła wrażenie smutek z rodzaju pięknych smutków. Na jakimś czacie czepili się jak rzep psiego ogona, że skoro się nie uśmiecham znaczy, że smutny jestem... jak smutny to nieszczęśliwy... A może ja tylko piękno lubię, a ono jakoś nie lubi szczerzyć zębów?
"Nasze palce nie sięgają steru już.
Zakop wszystko... Wszystkie dni...
Nie zmienimy nic na pewno już.
Pamięć o nas skłamie – chodźmy spać nie róbmy nic...
Poczekaj wytrę ręce z brudu, który był też mój zasłoń okna
niech na chwilę nie będziemy lustrem zła... chodźmy spać nie róbmy nic...
Wszyscy mają być wezwani wszyscy mają się wzbić..."
Kierowca wariat mimo nocy długimi światłami serwuje oślepienie, kałuża rozbita piskiem opon zachwyca wysokością; choć smakuje błotem. Kretyn zapiaszczył mi obiektyw bluzgam pod nosem zbierając się do domu na szczęście zdążyłem te stęchła fontannę uwiecznić. Książeczka z wierszami Grzegorza K.? ...Doczytam ją w ciemni... tam się najlepiej jest z sobą, a tego potrzeba takiej poezji. Poezji: bez wodosłowia - ozdobników bez treści, bez namaszczenia, a jednak w świętym dla siebie miejscu...
"W kawiarniach jądra burzy bez wiatru i gniewu.
W kawiarniach jądra burzy, bez wiatru i siły.
Wraki okrętów i chmur, które nigdy nie wypłynęły...
Najbliżej ziemi są ulice bliżej już tylko umarli...”
Już wiem dlaczego nie mogłem tego napisać stukając w klawiaturę vis a vis zimnego monitora...”Najbliżej ziemi są ulice... najbliżej ziemi są ulice...” - nucę pod nosem.
Bydgoszcz tylko 40 minut przerwy w podróży. Nie miotam się, nie zdążę do portu.

10:27, jarekmikolajczyk , Publicystyka
Link Dodaj komentarz »