jarosław mixer mikołajczyk - animator kultury, arteterapeuta i lalkarz z wykształcenia, instruktor teatralny kategorii S. Dziennikarz z wykonania. W pracy medialnej - radiowiec przez kilka lat szef muzyczny Radia Warta, obecnie współtworzy ProRadio.pl, telewizyjny - Telewizja Gniezno. Zajmuje się głównie pisaniem. Publikuje w ogólnopolskich pismach muzycznych i literackich, na portalach kulturalnych i w tygodnikach lokalnych. Prowadzi także warsztaty teatralne, oraz współtworzy STUDIO 34. Współtwórca Centrum Kultury eSTeDe, obecnie współpraca z angielskim pismem The Idler i własna działalność publicystyczna i teatralna. współpraca z informacje lokalne - redaktor naczelny www.popcentrala.com
środa, 17 września 2008
Powściągliwość i Praca - kiedy to było?
Pytanie prawie jak o sens życia. To jednak zupełnie prosta sprawa. Powróciło rykoszetem jakieś wspomnienie, a raczej ślad z 1996 roku. Trudno mi w to uwierzyć, kiedyś pisałem wiersze, zresztą zapewne jak każdy.
poniedziałek, 11 sierpnia 2008
Właściwie wstępniaków się nie oddaje a jednak...

Pomarańczowe Mogilno
Nienajlepiej wypadł gnieźnieński The Flash Mob Of The Orange Solidarity. Choć przecież trudno ocenić tego typu akcję. Punkty zaplanowane przez inicjatorów Wielkiego Pomarańczowego Otwarcia Free Tibet – Mogilno 2008 właściwie wypaliły. Oczywiście jeden oflagowany Citroen „Kaczka” i dwa Trabanty z Trabrygady trudno nazwać kawalkadą. Z tego co zapowiadano nie pojawiła się także ekipa „eses-manów” z Grupy Rekonstrukcji Historycznych. Być może jednak dobrze – wszak nie dla wszystkich byłoby to czytelne nawiązanie do Olimpiady w Berlinie z 1936 roku.


Terminus a QuoStało się przecież jasnym, ze świat po raz kolejny wybrał: biznes, politykę i podniecenie sportowymi emocjami, które w tle mają krew i poniżenie. Rodzi się pytanie, czego oczekiwali organizatorzy działań w Mogilnie i Gnieźnie.
- Po pierwsze nikt z nas nie łudził się, że masy złaknione igrzysk, nagle przestaną się zajmować cudzymi zmaganiami. Oglądactwo zawsze bierze górę nad aktywnością. Myślę, że najłatwiej powiedzieć to nic nie da. I niby to prawda…A jednak nawet, jeśli na sam Flash w Gnieźnie przyszło naprawdę niewiele osób – impreza trafiła w przekazie do mediów ogólnopolskich. W tych przekazach wypowiedzieli się nie tylko organizatorzy z Konfraterni Teatralnej, ale i twórcy Fundacji Mury. Tak, więc ten pean na cześć wspaniałych ideałów olimpijskich został choćby minimalnie zrównoważony – mówił Janek Bukowski z Gnieźnieńskiej Konfraterni Teatralnej. Akcja w Gnieźnie trochę dynamiki nabrała podczas Roda w wykonaniu Grupo Axe Capoeira. O idei Free Tibet podczas całego otwarcia mówiło się niewiele, jednak do uczestników trafiał między innymi E&A Sound TheatreMonitor olimpijski wydany przez Fundację Inna Przyszłość. Wystarczającą wymowę miał jednak korowód pod pomarańczowymi flagami i flagą Tybetu, dziewczyny w tybetańskich zapaskach i pomarańczowe wstążki. – Nie jest istotą krzyczeć – po pierwsze nie jest to po tybetańsku, po drugie skoro Otwarcie w Pekinie miało głośny charakter – postanowiliśmy to kontrastować. Zresztą ci, którzy przyszli (na koncertach było ponad 200 osób) wiedzieli, po co przyszli…- o idei Pomarańczowego Otwarcia mówili zarówno członkowie Konfraterni jak i Stowarzyszenia Artystycznego Magazyn GS. Chcieliśmy uniknąć kazania „dla nieobecnych w kościele” – Wu Wei z Europe & Asia Sound Theatre. W istocie „tylko” trzy punkty programu, były nierozerwalnie związane z kulturą Tybetu i ideą Free Tibet. Malowanie dla Tybetu pozostawiło trwały ślad w formie transparentu protybetańskiego. – To naprawdę budujące, że znaleźli się ludzie tacy jak Honda i chciało im się wycinać szablony i malować dla Tybetu. Myślę, że ten transparent będziemy licytować na tegorocznej WOŚP. Cieszy mnie też, że kilkadziesiąt osób zechciało skorzystać z wykładu Tadeusza Uchto, który przybliżał filozofie płynącą z nauk tybetańskich – powiedział Mariusz Lizuraj ze Stowarzyszenia Artystycznego Magazyn GS. Przed malowaniem i Honorata Zajączkowskawykładem odbył się plenerowy spektakl Teatru Terminus A Quo. Laski to bardzo świeży spektakl TAQ-u nie mniej pełen energetycznych wręcz brawurowych momentów. Mimo, iż pokazuje on realia polski totalitarnie ujarzmionej przez PRL swoją uniwersalną fabułą bardzo dobrze wpisał się w ideę imprezy. Niesamowita gra i zaskakujące zwroty akcji pozwalają nie wymieniać nikogo z aktorów Teatr Terminus A Quo to po prostu niesamowity zespół pod wodzą niestrudzonego epigona teatru „posthipiesowskiego” Edwarda Gramota. Początek zdarzeń koncertowych stanowił blisko 40 minutowy spektakl dźwięków zaczerpniętych z Tybetu. Ciekawe instrumentarium, którego podstawę stanowiły gongi i misy tybetańskie oraz bębenek damaru używany w obrzędach Tybetu narzucało medytacyjno misteryjny charakter. Europe & Asia Sound Theatre dostosował jednak program do koncertowych warunków Magazynu wprowadzając żywsze transowo- akantowe momenty. – Oczywiście Magazyn i charakter imprezy wymusił na nas nieco inne granie, ale na tym to chyba polega. Naprawdę nam nie przeszkadzało, że z blisko 200 ludzi część zdecydowała się słuchać nas siedząc na podjeździe przed Magazynem. Tak jest z każdym przekazem, zresztą przecież ja też, choć fascynuje mnie HO, a Kiniora i Jacka Bieleńskiego mogę słuchać z zapartym tchem - wychodziłem przed salę…porozmawiać podzielić się emocjami. Na szczęście są takie imprezy i takie koncerty, na których nie śmierdzi Emahośmietanka towarzyską i snobizmem, a ludzie mogą czuć się wolni – powiedział Stanisław Kubaszak (DJ Emaho) jeden z filarów E&A Sound Theatre. Podczas mogileńskiego koncertu momentami wrażenie zagubionej sprawiała Shui, nie mniej na gongach i misach radziła sobie sprawnie. Zdecydowanie nie tybetański image Pawła Bąkowskiego nie raziło zwłaszcza, gdy bardzo mocno udzielał się na drumli i Xoomei. Nieco wyrwany z plaży Wu Wei w abadach capoeira w rażąco pomarańczowej koszulce i niedobranych okularach również pozwalał zapomnieć o dysonansie świetnie podając Sutrę serca. Po gongach na scenie pojawiło się HO, które zawiodło jedynie tym, że nie przywiozło zapowiadanego wcześniej bratniego zespołu Winylowe, co zresztą chyba wyszło nieco przeładowanej imprezie na dobre. Solidne wręcz perfekcyjne granie HO zachwycało bardziej wrażliwą część publiki, nieco mniej chyba trafiając do zagorzałych rock-punkfanów. Wokalistka Honorata Zajączkowska zdecydowanie przyćmiła wszelkie głosy jakie pojawiły się dotąd w Magazynie. Selektywne brzmienia Ho oczywiście były wspólnym dziełem akustyków z MDK – Mogilno, jak i dwóch realizatorów dźwięku grających w zespole Kajetana Święciechowskiego – bas i Artura Górskiego – perkusja. HO faktycznie gra muzykę czasem dla przeciętnego odbiorcy zbyt wysublimowaną, wirtuozerskie momentami klawisze Marcina „Homara” Kaczmarka razem z delikatnie Mues’ową gitarą Marcina Foresta Kobielaka tworzyły razem z sekcją rytmiczną energiczne tło dla poezji wyśpiewanej z klasą przez Honoratę. Ostatni punkt koncertu właściwie trudno zdefiniować. Momentami finezyjny muzycznie duet Paffulon Paffulonzaprezentował się niemal jak bardzo surrealny kabaret. Zapewne wrażenie takie budowały mocne, choć często absurdalne teksty Jacka Bieleńskiego. Proste rify gitary „Bielasa” wspierane przez dęciaki Włodka Kiniorskiego lub jego bębenek budowały niepowtarzalny klimat. To zapewne byli właściwi ludzie na właściwym miejscu. Dwie bardzo pozornie odległe legendy polskiej muzyki w jednym projekcie. Włodek Kiniorski kiedyś Young Power i Izrael razem z Jackiem Bieleńskim ex Łódź Kaliska to naprawdę kawałek dobrych zdarzeń. – Świetne koncerty, to naprawdę był dobry wieczór…podoba mi się ta idea współpracy moich przyjaciół z Konfraterni z ludźmi z Mogilna. Nie żałuję, że przerwałam pracę w Poznaniu i tu przyjechałam. Chętnie weszłabym tu kiedyś ze swoją wystawą – powiedziała Elżbieta Binkowska artystka obecnie pracująca w Poznaniu i Brukseli. Przeładowanie imprezy dało się zauważyć już na bloku tanecznym, na którym pozostało niewielu najbardziej wytrwałych. Mimo to Mantra Sound System i DJ Emaho grali do białego rana. Artystycznie pełna i naprawdę solidna impreza, mogłaby jedynie mieć bardziej poukładane prowadzenie w postaci konferansjera, jakkolwiek ta funkcja brzmi śmiesznie. Patrząc jednak na oddźwięk w mediach ogólnopolskich, na pewno nie można kwestionować również wartości przesłania płynącego z Mogilna, a umniejszanie jej wydaje się jedynie małostkowa zawiścią. A Konfraternia Teatralna z Gniezna i Stowarzyszenie Artystyczne Magazyn GS mają szansę zbudować ciekawą współprace kulturalna ponad granicą województwa.  – Nasze Otwarcie ma być trochę jak kręcenie modlitewnego młynka – to ciche mówienie też idzie w świat, jak zdaniem buddystów mantra z kręcącego się młynka rozsiewa pozytywna wibrację – mówił dla TV Gniezno Jarosław Mikołajczyk jeszcze przed imprezą. 
Mogilno - Tybet

Kaczka - Fundacji Mury
Tekst: Ewa Dobrowolska
Zdj. Jarosław Mikołajczyk i
www.imogilno.pl
Niektóre informacje o Pomarańczowym Otwarciu:
www.imogilno.pl
www.idearadio.pl
www.mogilno24.pl
http://www.tv.gniezno.pl/

12:47, jarekmikolajczyk , Wstępniak
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 lipca 2008
Przecież nie jestem rozentuzjazmowanym dzieckiem

Pisanie wstępniaków, nadal toporne. Teraz na tapecie Wielkie Pomarańczowe Otwarcie. Zastanawia mnie czasem skąd w tym narcyzowatym facecie w średnim wieku...

Mogilno 2008

Zastanawia mnie czasem skąd w tym narcyzowatym facecie w średnim wieku, bierze się determinacja. Nie ma w tej determinacj emocjonalności. Pozornie to paradoks - zdeterminowany zazwyczaj jest przecież bliski depresji lub euforii. Nie płacze przecież nad losem Tybetańczyków i nie rozprawia o niewoli mentalnej...sympatyzuje ze zdrowym buddyzmem, a jednak nie jest na żadnej ze ścieżek...Wielkie Pomarańczowe Otwarcie - dzieje się samo, tak jakby to był po prostu zwyczajny obowiązek. Zajęcie postawy, nie jako szczytna sprawa, ratowanie istot...zwyczajny codzienny obowiazek. Wydaje mi się, że ten często "nieprzystosowany" wie, nie ma wielkich obowiązków, szczytnych celów jest tylko człowiek - czyli mrówka.

13:02, jarekmikolajczyk , Wstępniak
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lipca 2008
tsound - brzmieć nie znaczy mówić...

Wstępniaki, coś nie wychodzą. Pisanie idzie topornie...chyba czas mówienia minął...zapewne powróci.

www.tsound.blox.pl

14:36, jarekmikolajczyk , Wstępniak
Link Dodaj komentarz »
środa, 25 czerwca 2008
Free Tibet

Zamiast słów dźwięki. Słowa niekiedy są bezdźwieczne - puste.

21:19, jarekmikolajczyk , Wstępniak
Link Komentarze (2) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5