jarosław mixer mikołajczyk - animator kultury, arteterapeuta i lalkarz z wykształcenia, instruktor teatralny kategorii S. Dziennikarz z wykonania. W pracy medialnej - radiowiec przez kilka lat szef muzyczny Radia Warta, obecnie współtworzy ProRadio.pl, telewizyjny - Telewizja Gniezno. Zajmuje się głównie pisaniem. Publikuje w ogólnopolskich pismach muzycznych i literackich, na portalach kulturalnych i w tygodnikach lokalnych. Prowadzi także warsztaty teatralne, oraz współtworzy STUDIO 34. Współtwórca Centrum Kultury eSTeDe, obecnie współpraca z angielskim pismem The Idler i własna działalność publicystyczna i teatralna. współpraca z informacje lokalne - redaktor naczelny www.popcentrala.com
Blog > Komentarze do wpisu
Dzienniki rowerowe - David Byrne

David Byrne

Dzienniki rowerowe

W.A.B 2011


impresja na marginesie

Przejechali może ze 20 kilometrów na wschód o Nowogrodu. Młody na pożyczonej kolarzówce Ryszarda – aktora z łomżyńskiej Lalki, Jasio na swojej przedwojennej damce. Jazda wzdłuż wałów rzecznych bywa męcząca zwłaszcza gdy upał. Świat jednak wygląda zupełnie inaczej niż na piechotę. - Lubię tak jechać przed siebie z biegiem rzeki, to jakbym płynął, ale wiem, że się nie utopię – powiedział stary Kurp. Nic odkrywczego, ale co można odkryć na rozlewiskach? Z siedli na chwilę by pociągnąć po sporym łyku nalewki jeżynowej. Odpoczywając słuchali w małym radyjku Trójki. Grali Talkink Heads – dokładnie był to kawałek Lady Don't Mind. Hippies nie miał wówczas pojęcia, ze kiedyś zobaczy Byrne'a live i będzie czytał jego książkę.



Zrecenzować Byrne'a i jego rower...


Kolejna niebezpieczna książka. Jeśli czeka się na coś bardzo mocno, bywa różnie, gdy wyczekiwane trafia do rąk. Geniusz muzyczny Byrne, nie budzi żadnych wątpliwości, co więc z pisaniem?
Świat widziany z perspektywy roweru zapewne rysuje się specyficznie. I od razu, zgoda z autorem każde miasto ma swoja rowerową perspektywę. Szkoda, że Byrne nie próbował jeździć na „bajku” w Polandzie, tu dopiero jest perspektywa...Decyzja artysty, by zabierać w trasę rower, narzuca wybór składaków. Pojeździłby na Wigry 3 to nie zostawiłby już nigdy składaka na małych kołach...ale o tym pisze przecież dopiero w suplemencie. A co w pierwszym rozdziale: „rower to najczęściej używany środek lokomocji na świecie” - trudno w to uwierzyć ale nadal. „ Każdy rozdział dotyczy konkretnego miasta, chociaż mogłem zawrzeć w nich o wiele więcej. Poszczególne miasta mają swoje charakterystyczne rysy i środki wyrazu, co nie powinno budzić niczyjego zdziwienia. Bywa, ze miejski krajobraz, który ukazuje się naszym oczom, z góry określa nasuwające się pytania i tok myślenia. I tak na przykład niektóre rozdziały dotyczą historii danego miejsca, inne zaś tamtejszej muzyki lub sztuki – w zależności od tego, gdzie się znajdujemy. Oczywiście niektóre miasta bardziej sprzyjają rowerzystom niż inne.”
Czytając rozdział o miastach amerykańskich można pomyśleć o jednym podobieństwie do Polski, ale też połowicznym. „Większość amerykańskich miast nie sprzyja cyklistom, pieszym tez nie szczególnie. Faworyzuje za to kierowców” - nasza rzeczywistość jest trochę inna nasze miasta faworyzują kierowców ale tak naprawdę chyba nie sprzyjają żadnym sposobom lokomocji. Co daje rower Byrne'owi w Stanach? Mimo niedogodności rower wjedzie wszędzie – jest blisko ulicy to znaczy blisko życia. Trochę jak u siebie a jednak nie do końca czuje się polski czytelnik powyżej 35 -tki oglądając z Byrne'm Berlin. Dotykamy mitu stolicy europejskiej muzyki, sztuki politycznej...” W galerii Matthiasa wpadła mi w oko instalacja Thomasa Hischhorna przedstawiająca ręce manekinów z różnymi narzędziami i książkami, odzwierciedlająca hasło: „Artyści, powstańcie!” Wyidealizowana rewolucja, symbolicznie przedstawiona na dużym blacie. W innej epoce bez trudu znalazłaby miejsce jako pomnik na dawnym Wschodzie. Może propozycja stworzenia takiego pomnika padła...” Piękne potraktowanie Stasilandu i USA. „Berlin jest piękny latem. Rano próbuję dojechać do Tiergarten, wielkiego parku centralnego, ale Colin Powel z Imperimu Zła ( kadencja Busha jeszcze trwa w najlepsze) zatrzymał się w hotelu Intercontinental, toteż wiele berlińskich dróg zostało zamkniętych i wszędzie roi się od oddziałów specjalnych. Większość funkcjonariuszy nudzi się jak mopsy...” Mimowolne ucieczki myśli – kilkanaście lat temu we wschodnim Berlinie taki obrazek był norma przy pojawianiu się bratnich wodzów z CCCP. Byrne jeździ jakby nie patrzeć pękną „Karl – Marx – Allee, komunistyczną odpowiedzią na Champs-Elysees...”
Wydaje się Byrne chyba jako jeden z nielicznych intelektualistów zachodu zastanawia się poważnie nad dziurą w głowach i sercach „ludzi wschodu”. Zresztą czy to może dziwić? Ten pan przecież kiedyś rzucił światu takie słowa:
„Zaczynasz rozmowę, nie potrafisz jej skończyć.
Gadasz dużo, ale nie nic nie mówisz.
Kiedy nie mam nic do powiedzenia, moje usta są zamknięte.
Powiedz coś raz, po co powtarzasz?”
Piękne pytanie o to czy sprawiedliwość czy może się przeterminować? I postulat by za byłym murem powołać „komisję prawdy i pojednania, jak w Południowej Afryce, by oczyścić atmosferę i sprawić, że państwo i pojedynczy ludzie wyjdą z impasu...” Nie skupiajmy się na tym. Tak jak Byrne praktycznie przejeżdża przez miasta na swoich rowerach. Stambuł, Buenos Aires, Manilia, Sydney, Londyn, San Francisco, Nowy Jork...To niezupełnie dookoła świata...Książka powstała z zapisków – rodzi ogląd świata rozstrzelony jak umysł niespokojnego artysty – a jednak spójny jak twórcza dojrzałość Byrne. Książka przecina wiele wątków, tematów, sporo ty sztuki, artystów ale też trafnych refleksji na tematy głębsze. Zmiany następują tak szybko jak podczas jazdy na rowerze i na tyle wolno (jak na rowerze) by nie zgubić myśli...Piękne obnażenie stereotypów, w którym w sumie wyzwolony Talking Heads łapie się że też postrzega świat w kategorii tył i przód... Opis myśli podczas pewnej kolacji w restauracji gdy David siedzi obok pary z Irlandii Północnej... Piękny moment w tej książce zresztą nie jedyny. I oczywiście musi być w książce muzyka – muzyka. „ Rozmowa schodzi na zasłyszaną ostatnio muzykę i Niemiec oświadcza, ze był w życiu może na 5 koncertach. Dorastał na techno i elektronicznej muzyce tanecznej i w zasadzie słucha tylko DJ-ów. Pytam go, o której zaczynają się te „koncerty”, i dowiaduję się, że najwięksi DJ-e zwykle nie zaczynają przed pierwszą. Czuję się jak wapniak: o tej porze przeważnie jestem w łóżku.”
W suplemencie dostajemy jeszcze piękne rzeczy dla cyklistów i nie chodzi tylko o projekty stojaków na rowery. Twarda oprawa. Graficznie oszczędna szata czarno-białe zdjęcia wrzucone w tekst. Lepsza ilustracyjność przez to – zapewne, może jednak przydało by się kilka kartek kredowych dla wybicia kilku dobrych technicznie fotek. Przekład Magdaleny Moltzan- Małeckiej dobrze się czyta. W sumie prosiłoby się jeszcze płytę z muzą Byrne niekoniecznie z produkcjami Talking Heads.


Jarek Mixer Mikołajczyk


czwartek, 05 maja 2011, jarekmikolajczyk

Polecane wpisy

  • Mam na imię Ania - Anna Grodzka

    Z jakiegoś powodu, książka mogłaby być ważną w sensie społecznym. Wydaje się jednak, że to co stało się kulminacją siły Anny Grodzkiej, de facto odebrało jej wi

  • Igoronco - Międzyczas

    Recenzja płyty Międzyczas - Igoronco (dla popcentrala.com) Sporo czasu minęło odkąd dostałem materiał z płyty, teraz dopiero siadam napisać co było w Międzyczas

  • Złote ryby Dimitrij Strelnikoff

    impresja kompletnie nie na temat książki Ale co ty wiesz o Ruskich?! - wydarł się Jasio Kurp, na kolesia, który przy sąsiednim stoliku padając prawie na twarz b