|
Blog > Komentarze do wpisu
Człowiek, który gapił się na kozy
Jon Ronson Człowiek, który gapił się na kozy W.A.B 2010
z Jaśkiem Kurpiem tak poza książką
-Słyszałem o jednym takim co się cały czas gapił – rzucił Jasiek ślepiąc na spławik. - Od patrzenia czasem to coś w człowieku zostaje – odpowiedział blondyn (bo wówczas był jeszcze blondynem). Przełamali się ostatnim kawałkiem chleba, bo jakoś nie szło ostatnio z kasą. Jeden i drugi praktycznie nie powinni się spotkać a zaprzyjaźnić już na pewno. Tyle, że Jasiek nie mógł pogadać z kumplami z cegielni o literaturze, ani o życiu a uciekinier też nie miał przyjaciół wielu tu na końcu świata. I jeszcze obaj nie lubili wojny, jeden bo przeżył jej za wiele jako dziecko – drugi bo tak naprawdę poza głupotą kpt. Burkota, i chorążyny Paszkowskiego z żarskiego cyrku nie poznał jej wcale. Czasem tylko razem gapili się to na to to na tamto i czytali książki pijąc truskawkowe wino. Po tej książce można uwierzyć we wszystko co dotyczy US ARMY
„ Dlaczego agenci rządowi mieliby infiltrować to środowisko? Och, Jon – odparł Steven – Nie bądź naiwny. No, ale dlaczego – spytałem.Każdy kogoś śledzi – powiedział Steven. - Paranoja tak się rozpowszechniła, że prelegenci na spotkaniach klubów Ufo zaczynali przemowę od prośby, żeby wszyscy agenci rządowi wstali i się przedstawili. Im więcej wiesz tym więcej nie wiesz, rozumiesz? Tak czy owak, paranoja była wszędzie. I tu nagle pojawia się facet, mówi, ze jest z wojska i chce się dowiedzieć czegoś więcej o mojej muzyce. No i tym facetem jest Jim Channon.” - Zostawmy imiona i zdolności paranormalne spec jednostki czytelnikowi. Zakręt w książce goni zakręt, trudno nie poobijać sobie mózgu i nie dostać oczopląsu czytając. Nie no jasne muzyka może być bronią – kto słuchał kiedyś Extramadury wie, że dźwięki podprogowe dają popalić. A jak dołożyć do tego wymyślony przez Igora system zdalnego sterowania ludźmi...I to wszystko w służbie armii a nie na użytek jakiegoś Sadhu...No i nie zabrakło w Człowieku, który gapił się na kozy Bin Ladena i jego ludzi. W zasadzie to oczywiście nie literatura z gatunku Ulisesa ale czytanie drugie wydaje się konieczne. Pytanie czy to wszystko jest możliwe dawno już koło 100 strony przestaje męczyć. Objecie jednak książki rozumem bez paranormalnych zdolności staje się trudne, a mimo tego po prostu nie da się odłożyć na potem. Tym razem dzieje się jednak kolejny paradoks. Z zasady z dobrej książki film robi papkę, czasem jak z Ptaśkiem odwrotnie film podnosi książeczkę do arcydzieła. A tu robi się punkt zwrotny. Solidną książkę podpiera równie solidny film. Można rzec percepcja czytelnicza otwiera się szerzej dzięki filmowi. Warto jednak zachować naturalna kolej rzeczy najpierw książka potem film. Wymowna grafika na okładce mocno powiązana z filmem i dobry przekład – zapewne niełatwa robota Krzysztofa Mazurka. Cholera chciałoby się śmiać z tej książki ale to wszystko to nie żarty... Jarek Mixer Mikołajczyk
piątek, 16 kwietnia 2010, jarekmikolajczyk
|
|