jarosław mixer mikołajczyk - dziennikarz i animator kultury, arteterapeuta i lalkarz z wykształcenia, intruktor teatralny kategori S. W pracy medialnej zarówno dziennikarz radiowy przez kilka lat szef muzyczny Radia Warta, telewizyjny - Telewizja Gniezno, Newtone TV zajmuje się głównie pisaniem. Publikuje w ogólnopolskich pismach muzycznych i literackich, na portalach kulturalnych i w tygodnikach lokalnych. Prowadzi także wartsztaty teatralne, oraz tworzy Europe Asia Sound Theatre myspace.com teatrdzwieku obecnie również Teatr Dwięku Dzemaa Współtwórca Centrum Kultury eSTeDe, obecnie współpraca z angielskim pismem The Idler i własna działalność publicystyczna i teatralna. Autorski program STOProcent - dla IL TV
Blog > Komentarze do wpisu
Człowiek, który gapił się na kozy

Jon Ronson

Człowiek, który gapił się na kozy

W.A.B 2010


z Jaśkiem Kurpiem tak poza książką


-Słyszałem o jednym takim co się cały czas gapił – rzucił Jasiek ślepiąc na spławik. - Od patrzenia czasem to coś w człowieku zostaje – odpowiedział blondyn (bo wówczas był jeszcze blondynem). Przełamali się ostatnim kawałkiem chleba, bo jakoś nie szło ostatnio z kasą. Jeden i drugi praktycznie nie powinni się spotkać a zaprzyjaźnić już na pewno. Tyle, że Jasiek nie mógł pogadać z kumplami z cegielni o literaturze, ani o życiu a uciekinier też nie miał przyjaciół wielu tu na końcu świata. I jeszcze obaj nie lubili wojny, jeden bo przeżył jej za wiele jako dziecko – drugi bo tak naprawdę poza głupotą kpt. Burkota, i chorążyny Paszkowskiego z żarskiego cyrku nie poznał jej wcale. Czasem tylko razem gapili się to na to to na tamto i czytali książki pijąc truskawkowe wino.

Po tej książce można uwierzyć we wszystko co dotyczy US ARMY

Wietnam, przerobiliśmy na wylot. Książki, filmy, i „krasnaja” propaganda i jeszcze kolorowi hippies. US ARMY to przecież jednak nie tylko wybijanie Wietkongu...Zdobycze NATO i inne takie Busho-terroryzmy. Mit zbrojnej strony Wuja Sama - Ronson rozbija w drobny pył. Dobrze tylko, że za oceanem nie pala na stosie. Sprawa z czytaniem reportażu kiedy sięga się po Człowieka, który gapił się na kozy wydaje się prosta właściwie tylko przez kilka pierwszych zdań. 12 małp, Paragraf 22, czy nawet 08/15 nic właściwie nie mówią o obłędzie jakże często nie rozerwalnym z jakąkolwiek armią i wojną. Zaczyna się zupełnie zwyczajnie: „To jest prawdziwa historia. Mamy lato 1983 roku. Generał major Albert Stubblebine III siedzi za biurkiem w Arlington w stanie wirginia i gapi się w ścianę, na której wiszą jego liczne odznaczenia wojskowe i dyplomy za osiągnięcia. Dyplomy szczegółowo ilustrują długą karierę tego wybitnego stratega. Jest szefem wywiadu armii amerykańskiej i ma pod sobą 16 000 żołnierzy.” Tak można zacząć właściwie każdy reportaż. Dalej jednak zaczyna się tak mocny trip, że z każda kolejna dziesiątka stron odruchowo sprawdza się opis na okładce książki. „ Brzmi to jak opowieść s.f., ale jest autentyczna. Jon Ronson postanowił rzucić światło na historię niekonwencjonalnych broni stosowanych przez amerykańska armię.” Nie no jasne USA to USA kraj nie tylko czwartej poprawki ale i wszelkich innych cudów. Jednak wojacy – jogini...Zatrzymywanie stada kóz nakazem woli zabijanie wroga wzrokiem. Ktoś tu se jaja robi – rośnie przekonanie wewnętrzne w czytającym. Jazda ze śledzeniem UFO, dopiero daje po łbie.

„ Dlaczego agenci rządowi mieliby infiltrować to środowisko?

Och, Jon – odparł Steven – Nie bądź naiwny.

No, ale dlaczego – spytałem.
Każdy kogoś śledzi – powiedział Steven. - Paranoja tak się rozpowszechniła, że prelegenci na spotkaniach klubów Ufo zaczynali przemowę od prośby, żeby wszyscy agenci rządowi wstali i się przedstawili. Im więcej wiesz tym więcej nie wiesz, rozumiesz? Tak czy owak, paranoja była wszędzie. I tu nagle pojawia się facet, mówi, ze jest z wojska i chce się dowiedzieć czegoś więcej o mojej muzyce. No i tym facetem jest Jim Channon.”
- Zostawmy imiona i zdolności paranormalne spec jednostki czytelnikowi. Zakręt w książce goni zakręt, trudno nie poobijać sobie mózgu i nie dostać oczopląsu czytając. Nie no jasne muzyka może być bronią – kto słuchał kiedyś Extramadury wie, że dźwięki podprogowe dają popalić. A jak dołożyć do tego wymyślony przez Igora system zdalnego sterowania ludźmi...I to wszystko w służbie armii a nie na użytek jakiegoś Sadhu...No i nie zabrakło w Człowieku, który gapił się na kozy Bin Ladena i jego ludzi. W zasadzie to oczywiście nie literatura z gatunku Ulisesa ale czytanie drugie wydaje się konieczne. Pytanie czy to wszystko jest możliwe dawno już koło 100 strony przestaje męczyć. Objecie jednak książki rozumem bez paranormalnych zdolności staje się trudne, a mimo tego po prostu nie da się odłożyć na potem. Tym razem dzieje się jednak kolejny paradoks. Z zasady z dobrej książki film robi papkę, czasem jak z Ptaśkiem odwrotnie film podnosi książeczkę do arcydzieła. A tu robi się punkt zwrotny. Solidną książkę podpiera równie solidny film. Można rzec percepcja czytelnicza otwiera się szerzej dzięki filmowi. Warto jednak zachować naturalna kolej rzeczy najpierw książka potem film. Wymowna grafika na okładce mocno powiązana z filmem i dobry przekład – zapewne niełatwa robota Krzysztofa Mazurka. Cholera chciałoby się śmiać z tej książki ale to wszystko to nie żarty...
Jarek Mixer Mikołajczyk


piątek, 16 kwietnia 2010, jarekmikolajczyk