jarosław mixer mikołajczyk - dziennikarz i animator kultury, arteterapeuta i lalkarz z wykształcenia, intruktor teatralny kategori S. W pracy medialnej zarówno dziennikarz radiowy przez kilka lat szef muzyczny Radia Warta, telewizyjny - Telewizja Gniezno, Newtone TV zajmuje się głównie pisaniem. Publikuje w ogólnopolskich pismach muzycznych i literackich, na portalach kulturalnych i w tygodnikach lokalnych. Prowadzi także wartsztaty teatralne, oraz tworzy Europe Asia Sound Theatre myspace.com teatrdzwieku obecnie również Teatr Dwięku Dzemaa Współtwórca Centrum Kultury eSTeDe, obecnie współpraca z angielskim pismem The Idler i własna działalność publicystyczna i teatralna. Autorski program STOProcent - dla IL TV
Blog > Komentarze do wpisu
Krzyżówka - Anita Halina Janowska

Krzyżówka

Anita Halina Janowska

W.A.B 2010

Dwa mieszańce u zbiegu rzek - impresja osobista

Siedli w swoim ulubionym miejscu, znaczy się tam gdzie Pisa i Narew mieszają wody. Jasio wczoraj wrócił z podróży. Nie był daleko, a jednak miał w sobie sporo emocji. Młody rozumiał go dobrze, w końcu zawsze był wędrowcem. Prawdę mówiąc i tu w skansenie znalazł się jedynie w przerwie między jedna a druga podróżą. Może nawet był wówczas uciekinierem. Tak naprawdę dziwna była ta ich przyjaźń. Jasio Kurp miał wówczas koło siedemdziesiątki, przyszły krytykant dopiero dwadzieścia sześć lat. Jeden i drugi jednak toczyli swoją samotność a może nawet odmienność. Cholera jasna mieszańce to mają przechlapane – westchnął stary i spojrzał wymownie na biegnącego wzdłuż brzegu kundla. - Kurde Jasiek ale o co chodzi? - zapytał bezceremonialnie Młody. - No wiesz...- zaczął i urwał czekając, aż zaciekawienie wymaluje się na twarzy kompana – Bo ze mnie Kurp niezupełnie. Moja matka to Ukrainka. Tacy jak ja zawsze są niczyi. W tym momencie stało się jasne, skąd powrócił, bo zawył fałszując niemiłosiernie jakąś strasznie popularną dumkę. A jego przyjaciel pomyślał o swoich domniemanych korzeniach tatarskich. Może lepiej nie dociekać – zaświeciło w głowie, a jednak wciąż nie wytatuował sobie na przedramieniu półksiężyca, mimo wszystko wydał się sobie po prostu śmieszny z tą obsesją.

Tak jak nikt? – próba recenzji

Zacząć należy od wyjaśnienia: recenzowanie kolejnego już wydania książki z zasady nie jest pociągające. Krzyżówka doczekała się po raz trzeci edycji. Trudno więc choćby o namiastkę odkrywania Ameryki przez recenzenta – szkoda zawsze miło błysnąć intelektem i coś przypisać sobie. Bezsensownie przegrzany temat okupacji niemieckiej, żydowskich dzieci i innych niekoniecznie nudnych spraw, na które nie zawsze ma się ochotę. W natłoku, lamentów o tym jak źle narodowi wybranemu i wieczyście natrętnej pamięci o holocaust z jednej i idiotyzmów antysemickich z drugiej – nie tylko przeciętny czytelnik ma prawo puścić pawia...A jednak nie puszcza. Zapewne głównie dzięki Lilce. Od pierwszych stron siostra bohaterki zarazem autorki Krzyżówki to po prostu Mrożek w sukieneczce. Historia zmyślonego brata Ramzesa – wprost rozbrajająco głupia a zarazem genialna. „ Miałam pięć lat, nie umiałam czytać, listy od Ramzesa streszczała mi Lilka. Wynikało z nich, ze Ramzes jest czyścibutem i kominiarzem. Czyści dachy na drapaczach chmur i w każdej chwili może spaść. Mimo, iż ciężko pracuje, nie stać go nawet na kawałek czekolady. Nie śmie prosić, by siostry przysłały mu choć trochę pieniędzy, ale kocha nas i żyje nadzieją, że kiedyś się jeszcze spotkamy. Ramzes przysłał też swoje zdjęcie. Dziesięć lat później rozpoznałam je w tygodniku Film. Było to zdjęcie Roberta Taylora, jednego z gwiazdorów Hollywoodu. Tak, Ramzes był piękny, dla niego oddawałam wszystko bez żalu, dla niego wyciągnęłam nawet pieniądze z portfela taty.” Żeby jednak nie palić dowcipu zostawmy finał sprawy Ramzesa i jego bohaterską śmierć. Przygoda z udawaniem sierotki przez Dzidzię – też całkiem przednia. Prostota języka i point, obserwacji wspomnień – prawie chce się wierzyć, że to wszystko z pierwszych kilkudziesięciu stronic pisze na bieżąco dziecko. Trudny ale udany zabieg odgrzebania w sobie małej „głupiutkiej” dziewczynki – rodzi jednak pewien niepokój. Bohaterka musi przecież dorosnąć. Bardzo energetyczne od początku historie mieszające, nawet w wojennych wspomnieniach, lekkość i humor ze zdarzeniami nie na żarty sugerują pewien zwrot formy i języka w dalszych częściach. Krzyżówka na szczęście nie przynosi nam tego zwrotu, w którym nagle niczym potwory z obrazów Goyi wylezą eSeSmani, obozy i inne martyrologie. Oczywiście wspomniani eSeSmani tudzież wredni kapusie a nawet NKWD są, ale są też wspaniali ludzie Anna i Hans Selbachowie. W całej tej literaturze wojennej, która w Polsce nadal sprowadza się do II wojny chyba trudno o książkę podobną do tego co napisała Anita Halina Janowska. Odmienność formalna to jedno. Ta druga to tytułowy problem Krzyżówek. Problem przede wszystkim dla Niemców. Bo jeśli nawet dziecko z matki Żydówki, a ojca Niemca jest skalane krwią koszernych to przecież jest też nadludzko niemieckie w jakimś procencie. Matka do getta, ojciec w odstawce - a co z dzieckiem? Jak pisał Hitler: „Was nicht Rasse ist auf dieser Welt ist Spreu”...Krzyżówka nie kończy swych perypetii jednak na samej wojnie, potem jeszcze czas budowania socjalizmu, ukochany szwagier pułkownik LWP, ale i muzyk i lekarz...Sanatoria dla dzieci żydowskich i kolejne rozdarcia. Bo przecież gdyby się dowiedzieli, że Dzidka to taka nieczysta Żydówka po Niemcu...Krzyżówkę czyta się świetnie, dopiero po czasie dociera to drugie cięższe dno. Pozornie raczej coś do poczytania niż wielka literatura, czasem jednak pozory mylą...Wydaje się, że jeśli jeszcze musimy męczyć młodzież w szkołach II wojną światową – to byłaby to dobra lektura. No i ten ogrom muzyki w tle...Edytorsko – w obwolucie poprawna, zwłaszcza fotografia i ukłon w stronę sepii. Po zdjęciu obwoluty piękna książka z deseniem – bardzo dobra robota graficzna Anny Pol.


Jarek Mixer Mikołajczyk
wtorek, 09 lutego 2010, jarekmikolajczyk